
Spotykamy je podczas wędrówek po polach i lasach, mijamy przy drogach, dostrzegamy w krajobrazie jako milczących świadków odległej przeszłości. Szare, czarne, czerwone, małe i całkiem duże – głazy narzutowe, zwane inaczej eratykami. To niezwykli przybysze na gapę z dalekiej północy.
Skąd się wzięły? Pierwsze próby wytłumaczenia pochodzenia głazów były typowe. Jeśli czegoś nie rozumiemy, najlepiej zrzucić winę na siły tajemne i moce nieczyste. Stąd do dziś wiele legend i podań ludowych, czy też nazw kamieni związanych z czartem, diabłem itd.
Czas oświecenia i rozwój nauk, w tym przyrodniczych, próbował znaleźć odpowiedzi na nurtujące ludzi od wieków pytania.

Obserwowano działanie erozyjne wód, gromadzenie się w nich materiału skalnego i powstawanie otoczaków, tak podobnych do głazów narzutowych. Odpowiedź, wydawało się, była blisko, nie zgadzał się tylko materiał skalny z którego kamienie były zbudowane, odmienny od tego występującego na miejscu.
Jako, że nauka opierała się jeszcze w dużej mierze na narracji biblijnej, do wyjaśnienia zagadki głazów narzutowych wykorzystano motyw potopu.
Tajemnicę głazów narzutowych rozwikłał dopiero w latach 40. XIX wieku geolog szwajcarski Louis Agassiz. Udowodnił, że wszystkiemu winny był lądolód, który w czwartorzędzie wielokrotnie wkraczał też na tereny Polski. Ogromne masy lodu, grubości nieraz kilku kilometrów, transportowały skały z dalekiej północy, po drodze wygładzając je i rozdrabniając. Wypływające z topniejącego lodowca wody gromadziły drobny materiał skalny.

Pozostałością po zlodowaceniu są nie tylko głazy narzutowe, ale także żwiry, piaski, gliny i charakterystyczna tzw. glacjalna (polodowcowa) rzeźba terenu z widocznymi do dziś m.in. morenami, sandrami, głębokimi jeziorami polodowcowymi. Wzgórza koło Dobryszyc, pagórkowaty krajobraz w okolicach Ładzic czy Masłowic – to dzieło lodowca.
Wiedza, której uzyskanie trwało setki lat, dziś dostępna jest uczniowi szkoły podstawowej.
Na terenie powiatu radomszczańskiego głazy narzutowe są nieodłącznym elementem krajobrazu. Możemy je spotkać właściwie wszędzie. Jednak są miejsca, gdzie ich ilość i wielkość zwraca szczególną uwagę.

W okolicach, Przedborza, w miejscowości Wojciechów znajduje się pojedynczy głaz narzutowy, tzw. jedynak, będący pomnikiem przyrody. Z kolei w śródleśnej osadzie Wierzchlas spotkamy skupisko kamieni, liczące dziesiątki sztuk. Rozrzucone po okolicy znajdziemy w lasach, na skraju pól.
Kolejne duże nagromadzenie głazów narzutowych znajduje się gminie Masłowice, w miejscowościach Kalinki i Ochotnik. Eratyki znajdziemy w okolicach Dobryszyc, w gminie Ładzice w Adamowie, Karolinowie i Stobiecku Szlacheckim i wielu innych regionach naszego powiatu.
Zapraszamy Was dzisiaj do odwiedzenia pięknie położonej wśród lasów miejscowości Wierzchlas.
Wyjeżdżając z Przedborza drogą krajową 42 w kierunku Końskich, po przejechaniu około 6 km skręcamy w prawo przy kierunkowskazie informującym o tym, iż do naszego celu został 1 km. Wierzchlas to w sumie kilka gospodarstw. Jeśli jesteśmy samochodem, możemy go zostawić w okolicy leśniczówki.

Poszukiwanie głazów rozpoczynamy w lesie obok wspomnianej leśniczówki. Znajdziemy ich tam dziesiątki, takich długości kilkudziesięciu centymetrów, jak i potężne głazy.
Okolica jest bardzo malownicza, warto więc przejść się wśród pól w kierunku wsi, po drodze również spotkamy wiele eratyków.
Przyglądając się kamieniom widzimy, że skały z których są zbudowane nie występują w okolicy. Najczęściej jest to granit i gnejs, czasem spotkamy amfibolit czy porfir. Są to skały twarde, odporne na wietrzenie, dlatego przetrwały do naszych czasów.

Ich kształt i właściwości fizyczne sprawiły, że były od tysięcy lat wykorzystywane przez ludzi. Najpierw jako element kultu czy oznaczenie miejsca pochówku, później jako budulec. Stawiano z nich zamki, domy, mury, wykładano drogi, służyły za nagrobki czy też obeliski.


Dziś powinny pozostać jako pomniki przyrody, świadectwo wydarzeń, które rozgrywały się na naszych ziemiach od ponad miliona do prawie 100 tys. lat temu.
Głazy narzutowe są ozdobą naszego krajobrazu, wprowadzają element pewnej tajemniczości. Wokół nich narosło wiele podań, legend. Zostawmy je w spokoju, a przetrwają kolejne tysiąclecia.
Fotografie: Marcin Borowiecki
Zobacz także
"Chełm, góra w ziemi Sieradzkiej, inna od poprzedzającej, cała skalista, nad wsią tegoż nazwiska, niedaleko miasteczka Przedborza, tak wysoka, że z niej w dniu jasnym widać Sandomierz, Olsztyn, Miechów, Częstochowę, Piotrków, Łysą Górę i wiele miasteczek. Na niej kościół zmurowany przez Piotra pana na Skrzynnie, i siedmią rowami głębokiemi obwiedziony."
Gidle można minąć niepostrzeżenie. Niewielka miejscowość nad Wartą nie narzuca się z daleka, nie próbuje olśniewać rozmachem ani głośną historią. Na pierwszy rzut oka wydaje się spokojna, niemal zwyczajna. Dopiero po chwili zaczyna odsłaniać swój głębszy porządek — miejsce, w którym od stuleci splatają się wiara, legenda, pamięć i codzienność.